“Trener nie boi się wystawiać młodzieżowców w pierwszej jedenastce, daje jak najwięcej szans by mogli się pokazać, że każdy zasługuje na grę”

Zachęcamy do przeczytania wywiadu z 20-letnim środkowym pomocnikiem ŁKS-u Probudex Łagów – Michałem Mydlarzem.

Małgorzata Sutowicz: W GKS-ie Jastrzębie nie przebiłeś się do pierwszego składu, a u nas od razu wskoczyłeś do wyjściowej jedenastki. Czujesz, że możesz tutaj odbudować swoją dyspozycję?

Michał Mydlarz: Racja, niestety nie przebiłem się do pierwszego składu. Dalej czuje duży niedosyt, ponieważ nie dostałem żadnej konkretnej szansy, by pokazać co potrafię przez co zacząłem szukać alternatywy do odbudowy. Początkowo miałem iść do Sokoła Ostróda, gdzie byłem na testach tydzień. Po dwóch sparingach jednym przeciętnym, a drugim solidnym, bo udało mi się zdobyć dwie bramki trener wyraził chęć pozyskania mnie, ale jak widać ostatecznie się nie dogadaliśmy i znalazłem się w Łagowie. Nie żałuje tego, wreszcie czuje się potrzebny. Do tego dochodzą kolejne pozytywne bodźce, jak dobra atmosfera w drużynie, powrót do rodzinnych stron po praktycznie ośmiu latach. Dzięki temu zaczynam od nowa wracać do żywych. Przez te wszystkie małe rzeczy zresetowałem głowę i stałem się bardziej pewny swoich umiejętności. Mam nadzieje, że te wszystkie czynniki złożą się na odbudowanie do takiego stopnia by móc mierzyć spokojnie w wyższa ligę niż III.

M.S: Miałeś możliwość odejścia na wypożyczenie do innego klubu, a wybrałeś Łagów. Jak myślisz, co wpływa na to, że młodzi zawodnicy tak chętnie wybierają ŁKS?

M.M: W moim przypadku głównym powodem wybrania Łagowa była chęć gry i jak w poprzednim pytaniu odbudowanie swojej optymalnej formy, ale również lokalizacja bym mógł mieszkać w rodzinnym mieście. Wiedziałem, że wszystko to zostanie zapewnione, dlatego nie było nawet chwili zawahania, by przyjść. Myślę, że młodzi zawodnicy szukają każdej alternatywy z opcją grania. Trener nie boi się wystawiać młodzieżowców w pierwszej jedenastce, daje jak najwięcej szans by mogli się pokazać, że każdy zasługuje na grę. Daje to dodatkowy argument, aby było duże zainteresowanie młodych zawodników.

M.S: Po dobrej inauguracji wiosny i trzech wygranych nadeszła porażka z Chełmianką Chełm. Czego zabrakło w tym spotkaniu?

M.M: Przede wszystkim źle weszliśmy w mecz. Pierwsze 20. minut i tracimy dwa gole przez złą organizacje w obronie, co było w moim odczuciu decydujące w tym spotkaniu. Później stwarzaliśmy dużo dogodnych sytuacji do strzelenia chociażby bramki, lecz nasza skuteczność jak i decyzje sędziego zaważyły na niekorzystnym wyniku.

M.S: Na co stać ŁKS w rundzie wiosennej?

M.M: Drużyna jest bardzo zdeterminowana i przede wszystkim widać u każdego chęci wygrywania każdego meczu niezależnie od przeciwnika, dlatego w moim odczuciu o Top 8 tej ligi możemy powalczyć na spokojnie.

M.S: Byłeś bohaterem jednych z głośniejszych przenosin w naszym województwie. Z Granatu Skarżysko-Kamienna trafiłeś do Legii Warszawa. I to w wieku 13 lat. Jak do tego doszło? Ponoć na turnieju w Radomiu przykułeś uwagę trenera Sokołowskiego, który już wtedy nazwał Cię brylantem.

M.M: Początkowo pojechałem na obóz letni, gdzie byli obecni wtedy trenerzy Legii. Trener Goncalo Feio oraz Dominik Jarosz przez cały obóz bacznie obserwowali moje poczynania. Po zakończeniu obozu zainteresowali się moja osobą i poprosili o kontakt do moich rodziców. Ostatecznie nie przeszliśmy do konkretów i nie otrzymałem jeszcze zaproszenia na testy. Dopiero pół roku później na turnieju halowym w Radomiu, gdzie przyjechałem z ówczesnym klubem Granatem Skarżysko-Kamienna zostałem ponownie zauważony. Wtedy przez Trenera Radosława Boczka. Scenariusz ten sam. Poprosił o kontakt do moich rodziców, tylko koniec końców otrzymałem zaproszenie na testy. Później w przeciągu dwóch lat byłem około 2-3 razy w stolicy. Sprawdzali, czy cały czas się rozwijam. Byli ze mnie na tyle zadowoleni, że dostałem propozycje przenosin. Oczywiście moi rodzice zgodzili się, za co im dziękuje, bo dzięki tej decyzji mogłem się rozwinąć lepiej niż w jakimkolwiek innym klubie w Polsce w tamtym czasie.

M.S: Czym wyróżnia się jedna z największych akademii w naszym kraju? Jak wygląda rywalizacja wśród młodych zawodników?

M.M: Kiedy przychodziłem nie miałem zielonego pojęcia co to jest taktyka, jak mogę poruszać się odpowiednio po boisku, aby koledzy jak i ja mieli więcej czasu na podjęcie decyzji, co zrobić dalej. W Legii nauczyli mnie wyżej wymienionych elementów, ale także skupili uwagę na boiskowej inteligencji, kiedy przyspieszyć, kiedy zwolnić tempo gry, by wszystko dobrze balansować. To jest kluczowe w środku pomocy. Na dodatek, gdy widać było w czymś jakiś większy deficyt trenerzy brali każdego z nas indywidualnie, żeby doskonalić dany element. Myślę, że to wszystko składało się na to, że jest to jedna z najlepszych akademii w Polsce, jak nie najlepsza. Jeśli chodzi o rywalizację to, co pół roku dochodziło do zmian kadrowych. Ciągle ktoś nowy się pojawiał. Co za tym idzie, jak jedni przychodzili to drudzy musieli odejść. Wszystko zależało od tego, jak ktoś się rozwijał. Jeśli nie był to wystarczający poziom to niestety musiał opuścić Legię. Dzięki takiej selekcji każdy dawał z siebie 100% by utrzymać jak najwyższy poziom i rozwój. Rywalizacja na każdej pozycji była bardzo duża.

M.S: Który z piłkarzy poznanych w Akademii Legii Warszawa przeszedł największą transformację?

M.M: Myślę, że taka osoba jest Maks Sitek, który w okresie, gdy graliśmy w makroregionie, czy też CLJ nie otrzymywał zbyt wielu szans. Kiedy odszedł do Siarki Tarnobrzeg pokazał swoją przydatność na boisku i wspinał się po szczeblach centralnych. Teraz gra w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce, w Podbeskidziu Bielsko-Biała.

M.S: Z drugą drużyną Legii sprawiliście niespodziankę w Pucharze Polski pokonując pierwszoligowe Wigry Suwałki. W tym spotkaniu strzeliłeś gola. To był Twój jeden z lepszych występów?

M.M: Był to mecz po kontuzji, byłem w treningu zaledwie kilka dni, więc nie czułem się w najlepszej dyspozycji. Fakt, udało mi się strzelić gola z czego byłem bardzo zadowolony, bo nie zdarza mi się za często zdobywać bramek. Myślę, że grając wtedy z przeciwnikiem o teoretycznie dwie klasy wyżej mogę zaliczyć ten mecz do jednych z lepszych i o dużej wadze. Awansowaliśmy wtedy do następnej rundy w Pucharze Polski.

M.S: Miałeś okazję grać z Walukiewiczem i Szymańskim. Znacząco wyróżniali się na tle reszty młodych legionistów?

M.M: Były to osoby na które faktycznie patrzyło się z podziwem, a na mnie naprawdę ciężko jest zrobić aż takie wrażenie. Dlatego śmiało mogę powiedzieć, że te osoby znacząco się wyróżniały.

M.S: Jak wspominasz powołanie do reprezentacji Polski U-15 i debiut w barwach narodowych?

M.M: Samo powołanie do kadry narodowej było jednym wielkim szokiem oraz spełnieniem jednych z marzeń. Jednak nie było tak kolorowo. Aby otrzymać to wyróżnienie na początku musiałem przejść przez słaby pierwszy sezon w Legii, który był cały stracony przez kontuzje kolana oraz złamaniem ręki. Przyszedł drugi sezon, gdzie trener Rafał Klimkowski widząc jak słabo wyglądałem po poprzednim sezonie pomógł mi się odbudować, zmieniając pozycje na bocznego obrońcę. Jak później się okazało to było strzałem w dziesiątkę. Z braku pewności siebie nagle wszystko obróciło się o 180 stopni i stałem się pewnym filarem drużyny, co przełożyło się na dobre występy ligowe, a na koniec wyróżnienie w postaci powołania. Na kadrze wyglądałem na tyle dobrze, że w pierwszym meczu wyszedłem w podstawowej jedenastce. Jednak mój występ był na tyle słaby, że zostałem zdjęty w połowie. W drugim meczu wszedłem na ostatnie 3 minuty i tak zakończyła się moja przygoda z reprezentacją. Mimo tego, dalej ciężko trenowałem by jeszcze otrzymać takie powołanie, ale już niestety się nie udało.

M.S: Kto jest Twoim piłkarskim wzorem do naśladowania?

M.M: Luka Modric.

M.S: Co uważasz za swój największy atut na boisku, a nad czym musisz jeszcze popracować?

M.M: Do największych atutów zaliczyłbym mobilność i umiejętność odnalezienia się w tak zwanej małej grze. Elementy do poprawienia to zdecydowanie strzały oraz gra głową.

M.S: Jaki postawiłeś przed sobą cel? Gdzie możemy zobaczyć Michała Mydlarza za kilka lat?

M.S: Wychodzę z założenia, że nie ma co wychodzić tak daleko w przód, a w szczególności życie sportowca jest bardzo zmienne i ciężko powiedzieć, gdzie się wyląduje. Mam nadzieje, że niedługo będzie można mnie zobaczyć co najmniej na boiskach pierwszoligowych.

Leave a comment

Newsletter

Zapisz się do Naszego Newslettera, zostaw Swój e-mail a będziemy Cię informować na bieżąco o wynikach.