“ŁKS był najkonkretniejszy i szybko się zgłosili po mnie. Jedna rozmowa mi w sumie wystarczyła, bo widziałem po niej fajną perspektywę rozwoju”

Jakub Kapsa to 29–letni pomocnik, który dołączył do ŁKS – u w lutym tego roku. Jego ostatnim klubem było KSZO Ostrowiec. W swojej karierze występował w takich drużynach jak Lech Poznań II, czy Chojniczanka Chojnice. Kuba ma na swoim koncie także grę w Pucharze Polski.

W drużynie ŁKS–u Probudex Łagów w 3 lidze jeszcze nie zadebiutował, dlatego że przechodzi rekonwalescencje po zerwaniu więzadeł.

Małgorzata Sutowicz: Składowe sukcesu ŁKS Probudex Łagów?

Jakub Kapsa: Myślę, że na to składa się wszystko po trochu. Zaczynając od dobrej organizacji klubu, dobrze dobranej kadry zespołu czy też trenerskiej, po rządzących w klubie. Jeśli w takich aspektach jest dobrze to łatwiej o sukces.

M.S: Odchodząc z KSZO miałeś wolną rękę. Czemu trafiłeś akurat do ŁKS – u?

J.K: ŁKS był najkonkretniejszy i szybko się zgłosili po mnie. Jedna rozmowa mi w sumie wystarczyła, bo widziałem po niej fajną perspektywę rozwoju i chęć awansu do III ligi.

M.S: Jakie miałeś odczucia po pierwszym treningu w Łagowie?

J.K: Pozytywne. Wtedy była IV liga, ale skład był mocny i od początku w oczy rzucił się profesjonalizm, jeśli chodzi o jednostkę treningową.

M.S: Jakim szkoleniowcem jest Ireneusz Pietrzykowski?

J.K: Podałbym 3 cechy:

I – Wymagający, bo goni nas na treningach i nie ma przebacz;

II – Konsekwentny, bo jest wierny swoim ideą i widać to. Dzięki temu drużyna też to czuje i jest łatwiej uwierzyć, że to działa;

III – Ma dobry kontakt z zawodnikami, często rozmawia z nimi czy też się spotyka. Myślę, że to jest mega ważne. Relacja człowiek – człowiek, dzięki temu można też z nim porozmawiać na każdy temat i sam wysłuchuje naszych opinii dotyczących gry, treningu, itd.

M.S: Trafiłeś do drużyny, gdy jeszcze występowała w IV lidze. Ostatnim meczem w barwach Łagowa, w którym zagrałeś był ten z Lubrzanką Kajetanów. Od tego czasu zmieniła się kadra zespołu. Jak oceniasz nową jakość drużyny?

J.K: Przede wszystkim jest więcej chłopaków, którzy pograli na tym III ligowym poziomie albo i wyżej. Ale ta ekipa IV ligowa też była niezła.

M.S: Spotkanie z liderem – Wisłą Puławy. Szkoda, że bohaterami meczu zostali sędziowie. Chociaż wynik tego nie oddaje to na boisku nie było widać znaczącej różnicy poziomów między drużynami. Co powiesz o tym meczu?

J.K: Chłopaki od początku sezonu spisują się super i szczerze nie dziwiłem się wcale, że do przerwy Łagów prowadził. Co do sędziów, szkoda, że w taki sposób musiały Puławy wygrać, bo delikatnie mówiąc sędziowie gwizdali bardziej pod nich. Chociaż trzeba przyznać, że sędzia gubił się w obie strony. Nawet po meczu rozmawiałem ze znajomym, który gra w Puławach, że sędziowie im pomogli. Bez ich pomocy sądzę, że wynik mógłby być inny.

M.S: Doznałeś kontuzji. Diagnoza wykazała, że to więzadła krzyżowe. Wiadome było, że czeka Cię dłuższa przerwa w grze. Jakub Borowiak, z którym ostatnio rozmawiałam przechodził to samo i mówił, że to było najgorsze przeżycie w jego dotychczasowym życiu. Jak się do tego odniesiesz? Kiedy będziemy mogli zobaczyć Cię na boisku?

J.K: Można powiedzieć, że jedna z najgorszych i najcięższych typowych kontuzji piłkarskich. Musiała być operacja plus długi okres rehabilitacji, minimum 6 miesięcy. Jestem już drugi miesiąc po operacji i póki co idzie to w dobrym kierunku, odpukać. Podchodzę do tego tak, że to co się stało, to się nie odstanie. Zacisnąłem zęby i zasuwam mega mocno, bo rehabilitacja jest ciężka i żmudna, ale widać postępy. Mam już 29 lat, chce jeszcze pograć trochę w piłkę, bo fizycznie czuje się naprawdę dobrze. Wiem, że jeśli będę zdrowy, to z gry będę mógł się cieszyć długo.

M.S: Grę w piłkę zacząłeś w Alicie Ożarów, skąd przeszedłeś do drużyny Juniorów KSZO, następnie pierwszy zespół w Ostrowcu i w końcu Lech Poznań. Mogłoby się wydawać, że wszystko szło po Twojej myśli. Miałeś być nabytkiem Kolejorza na przyszłość, jednak nie udało się. Jak teraz z perspektywy czasu możesz ocenić ten okres? Czego zabrakło, by osiągnąć sukces?

J.K: Na pewno szczęścia, bo to w piłce jest ważne. Pewnie też trochę umiejętności, ale według mnie mega ważne są podejmowane decyzje, czy iść np. na wypożyczenie czy zostać. Czasami głowa się pali, żeby już nie grać w Młodej Ekstraklasie, gdzie wcześniej się grało w I lidze. Udałem się na wypożyczenie, a w tym czasie w Lechu nastąpił przełom i zmiana polityki. Zaczęli stawiać na młodych, a mnie w tym okresie nie było. Trenerem był Rumak – Poznaniak, a on stawiał na swoich chłopaków, których wychowywał od małego. Myślę, że wszystkiego po trochu zabrakło, ale z perspektywy czasu myślę, że trzeba było ciężko trenować i nie palić się gdzieś po pół czy roku jak się miało kontrakt na 4 lata, ale tak jak mówię, chciałem grać i rozwijać się, a nie cofać. Teraz wiem, że jeśli zostałbym to pewnie szansę bym otrzymywał.

M.S: Przebić się do pierwszej drużyny Lecha podczas gdy miała ona w składzie Artjomsa Rudnevsa oraz Vojo Ubiparibema było zadaniem niewykonalnym?

J.K: Tak jak mówiłem wyżej, wtedy młody zawodnik miał bardzo ciężko. Ale zaraz zmieniła się polityka klubu i jak widać, to teraz skutkuje, bo Akademia Lecha jest najlepsza w Polsce. Grają głównie młodzi, to są pierwszoplanowe postacie w składzie i później idą zagranicę za miliony euro. Jeśli chodzi o tamten okres to na Ekstraklasę były tam gwiazdy od Murawskiego, Stilica czy Arboledę.

M.S: Odczułeś duży przeskok między treningami w KSZO, a tymi w Lechu?

J.K: Pewnie, że odczułem. Podejście było bardziej profesjonalne, ale przede wszystkim tempo i intensywność większa. Jeśli źle przyjąłeś piłkę, to już nie było czasu tego poprawić. Najprostsze rzeczy trzeba było robić najlepiej, wtedy było Ci o wiele łatwiej.

M.S: Jak się czułeś po przenosinach do Poznania? Kto pomógł Ci się zaaklimatyzować w nowym miejscu? W tak dużym mieście czekać może dużo pokus. Coś „przeskrobałeś” w tym okresie?

J.K: Ogólnie to przez ten okres sporo mieszkałem we Wronkach, jak byłem w Młodej, a jak już trenowałem z pierwszym zespołem to w Poznaniu. Od początku złapałem się wtedy z młodym Tomkiem Kędziorą, może dlatego że grał na prawej obronie, a ja trochę wyżej po tej samej stronie. Jakoś nie wariowałem, jeśli chodzi o pokusy, bo jak na tak duże miasto to jednak szybko wszystko się rozchodziło. Nawet jeśli chodzi o młodszych zawodników.

M.S: Czy oprócz Lecha Poznań miałeś oferty z innych klubów? Czym przekonała Cię ta drużyna?

J.K: Miałem wtedy dużo zapytań. Wisła Kraków, Widzew mnie chciał bez żadnych testów. Ale to Lech był mocny w negocjacjach a ja wtedy takiej marce nie mogłem odmówić. Rok czasu pograłem w I lidze, coś się strzeliło, minuty wpadały. Jak na 19 – latka to w moment robi się głośno i na takie mecze przyjeżdżało sporo skautów. Później tylko dzwonili.

M.S: Miałeś przyjemność uczestniczyć w zajęciach prowadzonych przez Jose Bakero, który był wcześniej asystentem trenera takich drużyn jak chociażby FC Barcelona czy Valencia CF. Co możesz powiedzieć o pracy tego szkoleniowca? Miał jakieś specyficzne metody pracy?

J.K: Podobały mi się treningi u niego. Dużo małych gier i treningi z piłkami, typowa szkoła hiszpańska. To co piłkarze lubią chyba najbardziej. Zwracał uwagę na grę na 1 kontakt i żeby piłka cały czas chodziła, a nie stała w miejscu.

M.S: Masz 29 lat. Co Jakub Kapsa chciałby jeszcze osiągnąć w piłce?

J.K: Chce być zdrowy i cieszyć się grą. Ma mi ona sprawiać przyjemność.

M.S: Okres gry, dla której drużyny najlepiej wspominasz i dlaczego?

J.K: W Lechu było super, na pewno mam znajomych do dzisiaj. W Chojnicach również robiliśmy awans, to ta atmosfera sama się nakręcała. Ale chyba jednak KSZO, bo spędziłem najwięcej lat tam i mieliśmy super kapele, jeśli chodzi o grę i nie tylko.

M.S: Największy profesjonalista wśród osób z którymi miałeś okazję grać?

J.K: Dawid Abramowicz. Razem mieszkaliśmy w Chojnicach, teraz gra w Wiśle Kraków. To ta osoba, która właśnie wszystko zawdzięcza ciężkiej pracy. Jak z nim rozmawiałem i gratulowałem transferu do Wisły Kraków, to się śmiał i mówił, że niedawno grał w III lidze w Skrze Częstochowa, a w hotelu, którym mieszkał był konserwatorem. Takim osobom kibicuje i jemu mocno kibicowałem. Super, że mu się udało.

M.S: Nadal Twoim piłkarskim idolem pozostaje Brazylijski Ronaldo?

J.K: Tak, Ronaldo. Każdy kiedyś biegał pod blokiem z jakąś koszulką. Moją pierwszą była ta Ronaldo i do dzisiaj to jego lubię. Jak miałem 7 lat i Francja z Brazylią grały w finale MŚ’98 to płakałem, bo Ronaldo przegrał. Ale 4 lata później wygrał i był królem strzelców.

M.S: Jakie masz rady dla chłopaków, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z piłką?

J.K: W piłce nożnej wszystko szybko się dzieje. Nagle grając w III lidze możesz za chwilę grać w Ekstraklasie albo na odwrót. Dlatego wydaje mi się, że mega ważna jest wiara, bo nawet jeśli jakiś trener cię skreśli, bo tak może być to trzeba ciężko trenować i wierzyć w swoje umiejętności. Myślę, że nie wolno się poddawać i trzeba ciężko pracować. Chociaż wiem, że jest trudno, ale tylko tacy dochodzą najwyżej.

M.S: KSZO czy ŁKS? Która z drużyn zakończy sezon wyżej w tabeli?

J.K: Powiem krótko musi to być ŁKS Łagów!!!

M.S: Dziękuję bardzo za rozmowę. Życzę Ci dużo zdrowia, szybkiego powrotu na boisko i radości z gry.

Leave a comment

Newsletter

Zapisz się do Naszego Newslettera, zostaw Swój e-mail a będziemy Cię informować na bieżąco o wynikach.